Chociaż Mikołajki kojarzą nam się głównie z dziecięcym oczekiwaniem na prezenty od brodatego staruszka,  to również w dorosłym życiu mogą być świetnym pretekstem do miłego spędzenia czasu.  I nie mam tu na myśli tylko prezentów (chociaż umówmy się - kto ich nie lubi?) - Mikołajki mogą być dla nas początkiem nowej, grudniowej tradycji i po prostu wyjątkowym czasem, jeżeli odpowiednio je zaplanujemy. 

Z partnerem, ze znajomymi czy nawet po prostu samemu - sprawcie, żeby ten dzień był inny niż reszta! Poniżej prezentuję Wam moje pomysły, by spędzić Mikołajki najlepiej jak się da.



10 pomysłów na idealne Mikołajki:


1. Wyskoczcie do miasta na coś (bardzo) słodkiego


Skoro Mikołajki to głównie dziecięce święto, postawcie w tym dniu na duuużo czekolady i słodyczy. Wiele cukierni oferuje specjalne, mikołajkowe promocje (we Wrocławiu np. w Bubble Waffle zjecie gofrożka za 10 zł - tutaj link do wydarzenia na fb) albo ma w menu zimowe, sezonowe przysmaki. 



We Wrocławiu w tym tygodniu (3-9.12) odbywa się też X-Mas Coffee Marathon, w ramach którego w wielu kawiarniach znajdziecie świąteczne kawy i desery w atrakcyjnych cenach (kawa - 7zł  , deser - 7zł , zestaw - 12 zł). Uwielbiam takie akcję i na pewno przetestuję choinkową kawę z Black Point Cafe i reniferowe muffiny z Folgujemy


2. Upieczcie coś pysznego we dwoje


Puśćcie świąteczną playlistę na Spotify i marsz do kuchni! Jeżeli na co dzień nie gotujecie/pieczecie zbyt często, wybierzcie prosty przepis na ciasteczka, a jeżeli jesteście bardziej zaawansowani, możecie poszaleć z jakimś zimowym ciastem od Moje wypieki. Na pewno wyjdzie pysznie, a w razie wpadki zrekompensuje Wam to zapach wypieków unoszący się w całym domu,


3. Obejrzyjcie film świąteczny 


Mikołajki to najwyższy czas na świąteczne filmy - takie pełne śniegu, ciepła, cudownie udekorowanych miast i miłości. Na co dzień ten klimat nie każdemu przypadnie do gustu, ale nawet najwięksi sceptycy w ten jeden dzień mogą założyć puchate skarpety, wskoczyć pod koc i odpalić telewizor. Trochę ciepełka w sercu przyda się czasem każdemu!

Z klasyków polecam Wam "Love actually", "Holidays" i "Grinch: Świąt nie będzie", a ostatnio testuję  też świąteczne filmy od Netflixa (moja listopadowo-grudniowa tradycja <3) i jak dotąd moim ulubionym jest "Świąteczny kalendarz". To całkiem prosta, ale wcale nie oczywista historia, w której na pierwszy plan wysuwa się (magiczny) kalendarz adwentowy, walka o spełnianie marzeń i oczywiście historia miłosna. Całość podana z bardzo zimowym, ciepłym klimatem, ale bez przesadnego lukru.



Tip: Celowo nie poleciłam Wam mikołajkowego seansu w kinie, bo raz, że na pewno wszystkie bilety już dawno są wyprzedane, a dwa, że jednak moim zdaniem przyjemniej spędzić ten dzień w bardziej kameralny sposób niż z mnóstwem innych par na sali kinowej ;).


4. Pospacerujcie po jarmarku


To może być nie najlepszy plan na spędzenie mikołajkowego wieczoru w dużych miastach, bo zapewne na ten sam pomysł wpadnie mnóstwo osób, ale w mniejszych miejscowościach albo w ciągu dnia powinno być luźniej i po prostu uroczo (szczególnie jeżeli macie dużą odporność na kicz, bo np. na wrocławskim jarmarku go nie brakuje).


5. Wypijcie wino grzane z przyjaciółkami/przyjaciółmi


Na co dzień nie zawsze mamy czas na regularne spotkania ze znajomymi, a Mikołajki to dobry moment na nadrobienie tego. Wino możecie przygotować sami (dla mężczyzn alternatywą może być też np. grzane piwo albo grzane whisky) i zaprosić do pięknie udekorowanego domu przyjaciół, lub zdecydować się na spędzenie wieczoru w przytulnej knajpce. 



6. Pójdźcie na łyżwy


Czas na propozycję dla aktywnych, czyli łyżwy. Nieważne, czy jeździcie na łyżwach jak zawodowcy, czy to ma być Wasz pierwszy raz - to świetna zabawa, dużo ruchu i bardzo zimowa atmosfera. Pomysł na randkę jak znalazł :) A potem można się jeszcze nagrodzić gorącą czekoladą - brzmi jak plan?



7. Zorganizujcie mikołajkowe granie w planszówki ze znajomymi 


Planszówki już na dobre wróciły do łask, więc jeżeli również je lubicie, to Mikołajki będą super dniem na zaproszenie przyjaciół na partyjkę (albo dwie!). By było bardziej tematycznie, zapalcie lampki i dużo świeczek, a gości poproście, żeby każdy przyniósł coś czekoladowego. Nie można w końcu umrzeć z głodu, prawda? :)


8. Wyjedźcie na mikołajkową wycieczkę


Jeżeli tylko macie możliwość zrobienia sobie długiego weekendu, wykorzystajcie to i wyjedźcie w góry czy gdziekolwiek tylko macie ochotę. Tak spędzone Mikołajki będą na pewno wyjątkowe i pozwolą Wam zregenerować siły przed grudniowym szaleństwem i dopinaniem projektów przed świętami. 

Gdy jednak nie możecie wziąć wolnego, a chcecie gdzieś pojechać, to przełóżcie świętowanie Mikołajek na weekend i wybierzcie się np. do najbliższego, większego miasta, by podziwiać świąteczne dekoracje i przerwać weekendową rutynę.



9. Kupcie sobie kalendarz adwentowy


Przy grudniowym kupowaniu prezentów nie zapomnijcie o sobie - Mikołajki to dobra okazja, by sprawić sobie prezent. By poczuć się jak w dzieciństwie, kupcie kalendarz adwentowy: ze słodyczami, żelkami, skarpetkami czy kosmetykami (wybór kalendarzy jest naprawdę ogromny i nawet dorosły znajdzie coś dla siebie). A że kalendarze zaczęły się już 1 grudnia? A kto by nie chciał otworzyć sześciu okienek na raz?!


10. Zróbcie prezent komuś potrzebującemu


W tym grudniowym szaleństwie często zapominamy o tym, co w te święta naprawdę ważne: bliskości, relacjach z innymi, pomaganiu. Dlatego też w tegoroczne Mikołajki pomyślcie o tych osobach, które nie tylko nie mają z kim siąść do wigilijnej kolacji, ale często nawet brak im dachu nad głową czy pieniędzy, by kupić coś do jedzenia. Jeżeli znacie takie osoby, to koniecznie przygotujcie im mikołajkową paczkę z rzeczami, których najbardziej potrzebują. W innym przypadku zawsze możecie wesprzeć finansowo czy materialnie którąś z fundacji charytatywnych albo zbiórek. 





***

To tyle z moich mikołajkowych pomysłów - mam nadzieję, że Was zainspirowałam i będziecie świetnie się bawić tego roku!





Pewnie wielu z Was ma swoje pasje i zainteresowania, które niekoniecznie są związane z Waszą etatową pracą i chcielibyście je rozwijać popołudniami i wieczorami. Albo rozkręcać wtedy swoją własną działalność czy uczyć się języków i robić internetowe kursy po powrocie z uczelni. 

Plany są, ale kiedy wracacie do domu, pojawia się problem - jesteście zbyt zmęczeni i zdemotywowani, by cokolwiek zrobić. Do tego piętrzą Wam się inne obowiązki domowe i zwyczajnie nie widzicie szans, by zrobić to, co sobie wymarzyliście... 

Jeżeli też to znacie, przygotowałam dla Was kilka pomocnych podpowiedzi, które sprawią, że zaczniecie realizować swoje plany (te nie tylko związane z etatową pracą). To małe rzeczy, ale gwarantuję, że ich wdrożenie zmieni wiele!


Co wobec tego może okazać się pomocne, by zmotywować się do działania po powrocie do domu?


- Gotowa lista zadań

Aby po powrocie z pracy czy uczelni zacząć robić od razu coś produktywnego, warto przygotować sobie szczegółowy plan już dzień wcześniej. Samo zrobienie listy to do niby nie zajmuje wiele czasu, ale kiedy wracacie zmęczeni i nie wiecie nawet, za co się zabrać, całkiem prawdopodobne, że nie zabierzecie się za nic. A gdy przygotujecie konkretny plan wcześniej, po powrocie będzie czekała na Was gotowa lista, którą będziecie mogli zacząć od razu realizować. 

Poza tym, o magii list to do pisałam już w obszernym poście dotyczącym sprawdzonych narzędzi do planowania i organizacji czasu - klik. Z reakcji wnioskuję, że bardzo Wam się spodobał :)


- Zaplanowanie odpoczynku - czyli po prostu bycie dla siebie dobrym!

Gdy wyznaczamy sobie listę zadań i narzucamy na siebie kolejne obowiązki i deadliny, warto też pomyśleć o odpoczynku. Zaplanujcie sobie chwilę dla siebie w przerwie od pracy albo późniejszym wieczorem. To może być kilka stron książki, obejrzenie filmu, spacer - wszystko zależy od Was. Ale pamiętajcie o tym, bo odpoczynek jest ważny dla naszego ciała i głowy. Bez niego ciężko będzie dłużej utrzymać motywacje. A o ile przyjemniej się pracuje, wiedząc, że np. o 21 siadacie z chłopakiem do wspólnego oglądania ulubionego serialu. Mnie to bardzo motywuje!



- Joga!

Mimo, że możecie czuć się na tyle padnięci po całym dniu, że wizja ćwiczeń fizycznych tylko mocniej przyciąga Was do kanapy, warto na te kilka minut wskoczyć na matę i zobaczyć, jak wraca Wasza energia i lepsze samopoczucie. Taka już ta "magiczna" właściwość jogi :) 

Adriene, którą zawsze Wam polecam (i nie przestanę!), ma kilka filmików, które są wręcz dedykowane na takie okazje, np. Yoga for brain power, Energy Practise czy Yoga for focus & productivity

Być może w Waszym przypadku energii doda Wam też inna aktywność fizyczna - ja, niestety, po bardziej intensywnym wysiłku typu trening siłowy albo kardio, czuję się co prawda dobrze, ale jednak zmęczenie jest ogromne. 


- Prysznic

Kolejna czynność, którą doda Wam energii i sprawi, że poczujecie się bardziej komfortowo po całym dniu.


- JEDEN odcinek serialu

Czasem jednak jesteście tak wykończeni, że nie wyobrażacie sobie choć chwilę nie poleżeć na kanapie. I to jest okej, pod warunkiem, że kiedyś z niej wstaniecie! Proponuję moją "metodę jednego odcinka serialu" - zdarza się, że po powrocie z uczelni puszczam sobie jeden odcinek, żeby troszkę oczyścić głowę i sprawić sobie przyjemność, a potem siadam do tego, co mam zrobić. 

Ważne jednak, żeby to był ten JEDEN odcinek, a nie obejrzenie ich pięciu z rzędu. A przecież niektóre seriale taaaaak wciągają! Dlatego próbujecie tej metody na własną odpowiedzialność :)


- Dobra kawa/herbata albo drzemka latte

Zrobienie sobie pysznego picia to też zdecydowanie dobry sposób, by uczynić czas obowiązków i skupienia trochę przyjemniejszym. Do tego kawa pobudza, więc może pomóc nam zwalczyć fizyczne zmęczenie i senność.

Alternatywną opcją jest "drzemka latte" - słyszeliście o niej? Ja znam tę metodę przede wszystkim ze świetnej książki M. Breusa "Potęga kiedy", którą kiedyś opisałam nawet na blogu - kilk. W skrócie: chodzi o to, żeby w sytuacji dużego zmęczenia wypić kubek kawy (byle nie za mocnej) i uciąć sobie krótką drzemkę - około 20 minut. Po takim czasie kofeina powinna zacząć już na nas działać, a my powinniśmy choć częściowo zaspokoić drzemką potrzebę snu. Dlatego jeżeli lubicie drzemać, koniecznie spróbujcie tej metody!




***

To tyle z moich sposobów, by bez wielkich bólów zabrać się po powrocie do domu za produktywne rzeczy - liczę, że w komentarzach się odwdzięczycie i zdradzicie mi też swoje metody :)











Niepostrzeżenie do Polski wkradł się chłód, zimno zawiewające po kostkach i krótkie, szaro-bure dni. Nie jest to powód do wielkiej euforii, ale oznacza to także, że zbliża się grudzień, czyli oficjalny start przedświątecznej gorączki! 

Co zrobić, by w tym roku grudzień przyjąć na spokojnie, ciesząc się świąteczną atmosferą, a nie stresować się prezentami? Odpowiedź jest prosta: przeczytać ten post i szczegółowo zaplanować kupowanie tegorocznych prezentów. Uwierzcie mi - jak w każdym przypadku, tak i tu planowanie sprawdza się w stu procentach!

Na koniec tego wpisu mam też dla Was mały bonus: mini-prezentownik, czyli pięć propozycji prezentów (z linkami do sklepów). Dlaczego tylko tyle? Nie jestem wielką fanką ogromnych prezentowników, bo chociaż dobrze się klikają i oglądają, to wychodzę z założenia, że dużo bardziej pomogą Wam rady, jak skutecznie zaplanować to całe prezentowanie, a nie milionowa lista przykładowych rzeczy.



Podstawa, czyli tabelka prezentowa 

Żeby nie popłynąć finansowo w tym świątecznym okresie i wybrać przemyślane upominki, konieczne będzie stworzenie listy czy też tabelki. U góry tabeli zamieśćcie takie kategorie jak: OSOBA, POMYSŁ, PLANOWANA KWOTA, WYDANA KWOTA, a po lewej stronie wypiszcie wszystkich tych, których zamierzacie obdarować. 

To prosta czynność, która pozwoli Wam zaplanować budżet, przemyśleć dobrze wszystkie pomysły i o nikim nie zapomnieć. W kwestii budżetu dobrze jest ustalić sobie maksymalną pulę, którą przeznaczymy całościowo na świąteczne prezenty i następnie podzielić ją dowolnie między osobami - dzięki temu wydana finalnie kwota nie powinnna być dla nas zaskoczeniem, a prezenty dostosujemy cenowo do tego, na co możemy sobie pozwolić. 

Taką tabelkę najlepiej stworzyć już w październiku lub listopadzie z kilku powodów:

  • w grudniu sklepy są zapełnione ludźmi, poczta i kurierzy stają się niewydolni, a sklepowy asortyment szybko się wyprzedaje,
  • jak zawsze - niezostawienie rzeczy na ostatnią chwilę pozwoli uniknąć stresu i byle jakiego działania,
  • dając sobie więcej czasu na wymyślenie pomysłów, sprawiamy, że prezenty będą bardziej przemyślane, 
  • możemy podzielić dość duży wydatek, jakim jest kupowanie wielu prezentów świątecznych, na 2-3 miesiące (finalnie wydamy oczywiście tyle samo, ale comiesięczny budżet mniej to odczuje),
  • być może uda nam się skorzystać z jakichś promocji, o czym więcej za chwilę.

Prezentową tabelę możecie stworzyć po prostu na kartce papieru, w komputerze (wtedy od razu zamieszczajcie linki do konkretnych produktów - to wiele ułatwi!) albo na wydrukowanym wzorze.

Poniżej przykłady darmowych gift plannerów do druku - więcej znajdziecie np. na Pintereście :)






Promocje 

Gdy już zdecydujemy się, co chcemy danej osobie kupić, dobrze jest rozejrzeć się za nadchodzącymi promocjami. Nie jestem fanką rzucania się bezmyślnie na każdą przecenioną rzecz, ale w przypadku z góry zaplanowanych prezentów, korzystanie z promocji jest super! 

W okresie jesienno-zimowym warto więc zwrócić uwagę na mid-season sale (głównie w sieciówkach ubraniowych i wnętrzarskich), przedświąteczne oferty specjalne (to już bardziej w grudniu) i, oczywiście, Black Friday i Cyber Monday. Z pewnością o nich słyszeliście, więc tylko przypomnę daty:

  • Black Friday 2018: 23.11.2018 r. 
  • Cyber Monday 2018: 26.11.2018 r.


Jak widzicie, dzięki mądremu i wcześniejszemu zaplanowaniu prezentów może okazać się jeszcze, że coś przy tym zaoszczędzicie. A kto nie lubi wydawać mniej, prawda? :)

Mała uwaga: w miarę możliwości sprawdzajcie przed zakupem cenę przed obniżką - nieraz zdarzało się, że cena wcześniejsza była korzystniejsza od rzekomej promocji!



Pakowanie i małe dodatki

Opakowanie świątecznych prezentów to temat załatwiany najczęściej na ostatnią chwilę albo, co gorsza, wcale! Nic bardziej błędnego. To, jak wygląda z zewnątrz dany prezent, jest naszym pierwszym wrażeniem o nim. I mimo, że nie wszyscy docenią nasze estetyczne starania, to jestem zdania, że warto tej czynności poświęcić chwilę czasu.

Czemu poruszam ten temat przy planowaniu prezentów? A no dlatego, że do pakowania możemy przygotowywać się niepostrzeżenie dużo wcześniej. Zbierajmy torebki po wcześniejszych prezentach, zwracajmy uwagę na to, jak zapakowane przychodzą do nas internetowe paczki - może są wypełnione papierowymi wiórkami, dołączono do nich piękną kopertę czy kartkę? Jeżeli tak, warto takie drobiazgi gdzieś odkładać, a potem wykorzystać przy finalnym pakowaniu prezentów. 

Jeżeli chodzi już o samo pakowanie, to najbardziej podoba mi się brązowy papier owinięty czerwoną, subtelną wstążką - ale to wszystko kwestia gustu. Świetnie wyglądają też prezenty w pudełkach - z tym zastrzeżeniem, że dobrze jest tak zapakować prezent dla osoby, która to pudełko potem jakoś wykorzysta, a nie zaniesie na strych albo wyrzuci. W pudełku lepiej też będzie wyglądało kilka rzeczy - np. kilka mniejszych kosmetyków albo prezent główny i jakieś drobne dodatki czy słodycze.

Jeżeli natomiast jesteście mistrzami cukiernictwa, fajnie do prezentów dorzucić własnoręcznie upieczone ciasteczka (zapakowane np. w woreczek po biżuterii) - to przemiły gest, ale i jego trzeba wcześniej uwzględnić w przedświątecznych przygotowaniach.



*** 

A teraz czas na obiecany bonus - pięć prezentów, które sama z chęcią bym przygarnęła :)

Więcej prezentowych pomysłów wrzucałam w tamtym roku (kilk) - większość z nich jest już pewnie niedostępna, ale część spokojnie kupicie albo chociaż się zainspirujecie i sami znajdziecie podobny produkt. Zachęcam do zaglądania!



1. plecak idealny, dostępny we wszystkich kolorach tęczy i przeróżnych wymiarach (klik)
2. idealna pozycja dla fanów pieczenia (klik)
3. świąteczny, minimalistyczny lampion (klik)
4. piękny, rattanowy kosz - na ciepły kocyk albo gazety (kilk)
5. plakat z mapą miasta, w tym przypadku Wrocławia (kilk)









Nie będę ukrywała, że odkrywanie nowych miejsc wiąże się dla mnie w dużej mierze z odkrywaniem jedzenia. Chodzeniem na przysmaki, z których słynie dane miasto, przesiadywaniem w klimatycznych kawiarniach, śniadaniami w mieście i szukaniem nowych smaków. Tak też było w Szczecinie - pomimo krótkiego pobytu, udało mi się poznać kilka miejscowych pyszności (chociaż nie obyło się bez wpadki - polecana "Miejska" nie spełniła naszych oczekiwań :( ) i przekonać się, czym Szczecin może się wyróżnić.


Zwiedzaniową część relacji ze Szczecina znajdziecie tutaj: 


a teraz przedstawiam Wam moje cztery kulinarne powody, by odwiedzić Szczecin:



1. Śniadanie w "Spotkaniu"



W "Spotkaniu" jest trochę hipstersko, bardzo uroczo i przede wszystkim pysznie! Wystrój i klimat zachęcają do dłuższego przesiadywania z kawą albo jedną z licznych herbat. My zdecydowaliśmy się na trzy różne opcje śniadaniowe: szakszukę, gofry z jajkiem sadzonym i bekonem oraz moje tosty francuskie. Jeeeju, jakie to było dobre! Do tostów podany został świetny miód i konfitura, do tego dużo owoców - niebo w gębie. 
Po 12 w szczecińskim "Spotkaniu" zjecie także bardziej konkretne propozycje - np. w postaci przeróżnych wytrawnych gofrów (waflów).

Adres: al. Jana Pawła II 45/U1







2. Lokalny przysmak - pasztecik



Połączenia ciasta pączkowego i mięsa nie brzmi zbyt dobrze, prawda? A jednak Szczecin właśnie z takiego przysmaku słynie i, o dziwo, jest to całkiem niezłe! Przypomina z wyglądu krokieta i pasuje idealnie do barszczyku czerwonego. 
Te najlepsze, tradycyjne paszteciki, zjecie podobno przy al. Wojska Polskiego 46 w legendarnym barze "Pasztecik". My akurat trafiliśmy na niedziele, kiedy to bar był zamknięty i musieliśmy zadowolić się pasztecikiem dworcowym.


3. Najsłynniejsze w Polsce "Bajgle Króla Jana"



W każdych polecajkach dotyczących jedzenia w Szczecinie na pierwszy plan zawsze wysuwała się jedna pozycja: "Bajgle Króla Jana". Głupio wobec tego nie sprawdzić, o co tyle szumu. Lokal jest dość mały, przytulny i znajduje się w niewielkim, szczecińskim rynku (dość nieproporcjonalnym do wielkości całego miasta).
I jak? Bajgle tutaj faktycznie mają fantastyczne! Zamówiłam wersję z pastrami - Chrupiące pieczywo i idealne mięso to kompozycja, za którą już tęsknię.
Dołączam do grona fanów :)

Adres: Rynek Nowy 6







4. Obłędne lody - "Lody Marczak"



"Lody Marczak", działające od 1985 roku, wpisują się idealnie w trend naturalnych, przepysznych lodach o często niecodziennych połączeniach smakowych. Ja zakochałam się w ich orzechy arachidowym z czerwoną porzeczką - szczerze mówiąc, to nie pamiętam, kiedy jadłam aż tak dobre i ciekawe lody! Lodziarnia skradła serce także mojemu chłopakowi, bo aż musieliśmy się wracać dla niego po "dokładkę" :) I to pomimo deszczowej, jesiennej aury. Niech to będzie najlepsza rekomendacja!

Adres: ul. Rayskiego 25, Szczecin