Jakiś czas temu we wpisie na temat planowania podróży pisałam, że jadąc do danego miasta, zawsze sprawdzam, czy znajdują się w nim miejsca z moich ulubionych kategorii - takich jak palmiarnie, biblioteki czy street art. Pomyślałam, że to może być dobry pomysł na cykl postów, w których będę pokazywać Wam najciekawsze miejsca na świecie właśnie z tych kategorii.

Zacznę od lokalizacji związanych z pisaniem, czyli księgarni i bibliotek. Książki lubiłam czytać od dziecka - w podstawówce byłam w czołówce najczęściej wypożyczających w szkolnej bibliotece, a całodzienna podróż samochodem do Chorwacji oznaczała dla mnie co najmniej dwie przeczytane powieści. W liceum książki czytane "dla rozrywki" odstawiłam troszkę na bok na korzyść lektur i filmów, natomiast na studiach w wolnym czasie najczęściej stawiałam (i stawiam wciąż) na seriale.


Nie oznacza to, że czytam bardzo mało, ale po pierwsze, zmieniły mi się literackie upodobania (polubiłam literaturę faktu czy poradniki), po drugie czytam dużo blogów i e-booków, a po trzecie wolę pisać niż czytać. Te dwie czynności są jednak ściśle ze sobą związane, bo chyba nie ma dobrego pisarza (twórcy, blogera), który z literaturą jest na bakier. Książki inspirują, uczą, doradzają i często są przykładem tego jak pisać bardzo dobrze albo bardzo źle.
I chyba właśnie głównie ze względu na moje zamiłowanie do pisania, odnajduję w miejscach wypełnionych książkami jakąś magię. Czuję "obecność" wielkich pisarzy, wyobrażam sobie cały proces twórczy i nie mogę oderwać wzroku od wijących się pod sufit regałów z książkami.

Jeżeli choć trochę utożsamiacie się z tym co piszę, będziecie zachwyceni miejscami, które wybrałam. Dodatkowo pod niektórymi linkuję do moich wpisów z danego miasta - bo mam nadzieję, że m.in. dzięki tym księgarniom czy bibliotekom, zdecydujecie się na wizytę w którymś z nich!

Biblioteki


1. Metropolian Ervin Szabo Library - Budapeszt, Węgry



Neobarokowa, węgierska biblioteka zachwyca przede wszystkim wnętrzami: przepych, atmosfera XIX-wiecznej arystokracji i spiralne, drewniane schody, nadają jej niepowtarzalnej atmosfery.

wpis: Co robić w Budapeszcie?


2. Austriacka Biblioteka Narodowa - Wiedeń, Austria




Austriacka biblioteka to perełka architektoniczna zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Znajdziecie tam m.in. przepiękny fresk Daniela Grana (malarza dworskiego) wieńczący wielką kopułę, dwa duże, zabytkowe globusy i ponad 10 milionów książek w zbiorach. Wizyta tam to jak podróż w czasie.

wpis: Majówka w Wiedniu


3. Central Library (UNAM) - Mexico City, Meksyk



Najbardziej "inna" biblioteka z moich wyborów. Mająca mało wspólnego z atmosferą rodem z powieści Zafona, ale mimo to przyciągająca uwagę. To, co wyróżnia UNAM najbardziej, to mural artysty Juana O'Gormana pt. "Historical Representation of Culture" - od 2007 r. wpisanego (wraz z całą uniwersytecką biblioteką) na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.


4. Biblioteka Trinity College (Old Library) - Dublin, Irlandia




Dublińska biblioteka dzięki szlachetnemu, drewnianemu wykończeniu i zbiorach aż po sam sufit, jest moim marzeniem od dawna. Tam naprawdę można się poczuć jak na planie "Bibliotekarza"!


5. Clementinum National Library - Praga, Czechy



Klementinum to dawny budynek kolegium jezuickiego, zlokalizowany blisko słynnego mostu Karola. Barokowa biblioteka jest zdecydowanie jednym z piękniejszych miejsc w Pradze (o którym dowiedziałam się już po pobycie tam, bo przewodniki rzadko uwzględniają biblioteki wśród absolutnych "must-see" danego miejsca. A szkoda!).

Księgarnie


1. Ulica Cecil Court - Londyn, Wielka Brytania



Właściwie mogłabym napisać tylko "Prawdziwa ulica Pokątna" i byłaby to wystarczająca rekomendacja dla każdego fana Harrego Pottera. Ale dla wszystkich innych (dziwni z Was ludzie, naprawdę) wyjaśnię, że przy Cecil Court znajdziecie mnóstwo małych księgarni i antykwariatów z wiktoriańskimi witrynami. Przypominają one właśnie klimat wspominanej ul. Pokątnej, na której uczniowie Hogwartu zaopatrywali się w "szkolną wyprawkę", czyli różdżki, książki, składniki do eliksirów itd.

Uwaga:
Mugolom wstęp wzbroniony!

wpis: Co robić w Londynie?


2. Boekhandel Dominicanen - Maastrich, Holandia



Podobno najładniejsza księgarnia świata. Trudno się nie zgodzić, bo zlokalizowana jest w starym, dominikańskim klasztorze, przez co robi ogromne wrażenie.

wpis: Co robić w Maastricht?


3. Libraria Acqua Alta - Wenecja, Włochy




Pojechałabym do Wenecji choćby tylko ze względu na ten zakątek! Z uwagi na bliskość wody, do księgarni czasem dostaje się woda (!), ale właściciel podobno odpowiednio zadbał o bezpieczeństwo swoich skarbów. Choć z zewnątrz księgarnia może wyglądać trochę niepozornie, w środku znajdziecie nowe i stare pozycje z całego świata.


4. Livraria Lello - Porto, Portugalia



I znowu wracamy do "Harrego Pottera"! Księgarnia Lello zainspirowała podobno samą J.K. Rowling, gdy ta mieszkała w Porto. Schody o bardzo oryginalnym kształcie, miały stać za pomysłem przesuwających się schodów Hogwartu. Patrząc na zdjęcia - w ogóle się nie dziwię!

Aktualnie księgarnia jest na tyle popularna, że za wstęp trzeba zapłacić 4 euro (które jednak jest odliczane od ceny naszych zakupów, jeżeli na takie się zdecydujemy).



5. Shakespear & Company - Paryż, Francja




Moje ulubione miejsce w Paryżu, które zagrało w filmie "Before sunset". Pełne zakamarków, książek i tajemniczości. Trzeba zobaczyć!

wpis: Paryż turystyczny, świąteczny i filmowy 


Inne


1. Alexandra Cafe - Budapeszt, Węgry



Połączeń księgarni z kawiarniami widziałam wiele, ale zlokalizowanego w takim wnętrzu jeszcze nie! Alexandra Cafe to jedna z tych budapesztańskich kawiarni, w których można poczuć klimat węgierskiej bohemy, napić się kawy w złotym wnętrzu (których zresztą w Budapeszcie doświadczycie wiele) i kupić idealną pamiątkę w postaci książki.

2. Cocofli - Wrocław, Polska




Cocofli to z kolej połączenie kameralnej kawiarni i winiarni z księgarnią. Jest klimatycznie, smacznie, a dobór książek potrafi zaskoczyć. Bondy tam nie znajdziecie :)


3. Hostel Book & Bed - Tokio, Japonia



A gdyby tak będąc w Tokio, połączyć nocleg i miłość do literatury? Taką możliwość oferuje Hostel Book & Bed, gdzie po całym dniu zwiedzania, możecie przycupnąć w kącie i poczytać którąś z licznych książek czy magazynów.

Rezerwacje zrobicie przez booking: Book & Bed Tokyo






Łatwo zauważyć, że w dzisiejszych czasach wszystko chcemy robić „na maksa”. Jak się uczymy - zarywamy nocki, jak pracujemy - robimy nadgodziny, jak angażujemy się w jakaś działalność - przestajemy spać, jeść i robić cokolwiek innego. 

Ja się temu sprzeciwiam! Wierzę, że w życiu potrzeby jest BALANS. Jeżeli dużo pracujesz, to powinieneś też dużo odpoczywać. A tak mało z nas o tym pamięta. Dlatego dzisiaj chciałabym pokazać Wam, jak w napiętym planie znaleźć czas na odpoczynek i czemu to takie ważne. Kawka w dłoń i zaczynamy.



Dlaczego odpoczynek jest kluczowy?

Wielu osobom wydaje się, że odpoczywanie (fizyczne czy psychiczne) to strata czasu. Że przecież w tym czasie można by tyle się nauczyć, tyle produktywnych rzeczy zrobić... A Ci, co potrafią cały wieczór spędzić na oglądaniu seriali to lenie, tak?

Absolutnie nie!

By działać, nasz organizm potrzebuje relaksu. Potrzebuje odpowiedniej dawki snu (wtedy się regeneruje), potrzebuje „świeżej” głowy (wtedy łatwiej i kreatywniej myśli), potrzebuje tego choćby krótkiego spaceru (by ciało odetchnęło po całym dniu przy biurku). Po prostu! Jeżeli myślicie, że całe życie będziecie w stanie żyć w zabójczym tempie: „praca-praca-praca”, a Wasz organizm będzie wciąż w dobrej kondycji, to jesteście w błędzie. Zmęczone ciało to ciało podatne na wszelkiego rodzaju choroby. Dlatego odpowiedź numer jeden brzmi: odpoczywajcie, bo inaczej Wasz organizm się zbuntuje. Prędzej czy pózniej, ale to zrobi.

Przechodząc teraz do zdrowia psychicznego. Czy naprawdę jesteście w stanie być szczęśliwi i niezestresowani wiedząc, że nie macie choćby tych piętnastu minut dziennie na posiedzenie z herbatą i przekartkowanie książki? (nie wchodzę tutaj w tematy macierzyństwa i pierwszych miesięcy wychowywanie dziecka, bo to sytuacja wyjątkowa) Szczerze mówiąc, ja bym zwyczajnie tak nie dała rady - a przynamniej nie „na dłuższą metę”. Nawet, jeżeli cały czas jesteśmy zajęci czymś, co kochamy, to i od tego przyda się przerwa!

Poza tym, zazwyczaj praca czy nauka to tylko jeden z obszarów, na których nam zależy. Ja np. lubię swoje studia, ale uwielbiam też podróże, blogowanie, seriale, filmy i wiele, wiele innych mniejszych lub większych aktywności, na które też chciałabym mieć w życiu czas! Już nawet nie wspominam o spędzaniu go z bliskimi, który również może być świetna formą relaksu.

Skupienie się w stu procentach tylko na jednej rzeczy, tak naprawdę nas ogranicza. I sprawia, że jesteśmy mniej efektywni i bardziej zmęczeni psychicznie (co udowadniają liczne badania - choćby tutaj). Więc chwalenie się tym, że codziennie robimy nadgodziny i czyni z nas to najlepszych pracowników, to głupota. Stałe nadgodziny dla większości osób są zwyczajnie nieefektywne. Organizm jest permanentnie zmęczony, a jak już wiecie - nic dobrego z tego nie wynika.


Ja ostatnio odpoczywam przy świetnej książce Zwierza Popkulturalnego o Oscarach. Idealna lektura na luty!


Jak znaleźć czas na odpoczynek?

Przejdźmy do praktyki. Przygotowałam zestaw wskazówek, które pomogą nawet najbardziej zapracowanym osobom „wcisnąć” relaks do swojego planu dnia. Oto one:

1. Zacznijcie dzień od odpoczynku

Rada może wyglądać na przewrotną, ale taka nie jest. Jeżeli trudno Wam po całym dniu przerwać wieczorem pracę, by znaleźć czas na chwilę dla siebie, to przenieście to na początek swojego planu dnia. Może to być aktywność fizyczna, odcinek serialu, długa kąpiel. Dzięki temu dzień zaczniecie z energią i poczuciem, że zrobiliście w nim już coś przyjemnego, a nie tylko pracowaliście.

Przy okazji: to obala powszechny mit, że na odpoczynek trzeba sobie zasłużyć. Bzdura! Każdy z nas powinien dać organizmowi odpocząć, niezależnie od tego, czy się spisaliśmy w jakiejś dziedzinie życi, czy nie. To dbanie o zdrowie (psychiczne i fizyczne), a nie fanaberia.

PS Oczywiście to sprawdzi się w przypadku, gdy np. pracujecie z domu albo macie duży wpływ na rozplanowywanie swojej pracy.

2. Wpiszcie odpoczynek jako jeden z punktów do zrealizowania na liście zadań

Chociaż listy zadań kojarzą nam się z obowiązkami, warto spróbować o konkretnej porze wpisać czas na przerwę i potraktować to jako jedno z zadań. Np. „19:00 - oglądanie filmu”. I już. Macie prawo do tego odpoczynku, a dzięki potraktowania go zadaniowo, nie zapomnicie o nim rzucając się w wir pracy.

3. Potraktujecie odpoczynek jako nawyk do wyrobienia

Być może pomocnym okaże się wpisanie odpoczynku do swojego habit trackera, czyli tabelki monitorującej nawyki. Wpiszcie najlepiej konkretną formę odpoczynku - np. wieczorna joga, 30 min. książki przed spaniem, spacer. Dzięki temu Wasz nawyk (odpoczynek) nabierze określonego kształtu i łatwiej go będzie regularnie realizować.

4. Połączcie odpoczywanie z koniecznością wyjścia z domu

W domu zawsze znajdzie się coś do zrobienia - naczynia do pozmywania, pranie, rozpisanie kolejnego projektu itd. Jeżeli przez to nie możecie po prostu usiąść w spokoju na kanapie i odpocząć, polecam przeniesienie odpoczynku poza swoje cztery ściany. Umówcie się na kawę z przyjaciółką, pójdźcie do kina czy na masaż - wtedy przestaniecie wciąż szukać zadań do zrobienia, a po prostu ubierzcie się i wyjdziecie w miasto. Odpoczywać :)

5. Nauczcie się odpuszczać

To chyba najtrudniejszy punkt i niewykluczone, że taka nauka odpuszczania odbywać się będzie w gabinecie psychologa. Co jest świetną rzeczą, bo być może pozwoli fachowo rozwiązać pewne Wasze problemy raz na zawsze. Gdy jednak czujecie, że z pracoholizmem jesteście w stanie zwalczyć o własnych siłach, weźcie kartkę i wypiszcie Wasze priorytety. Takie absolutnie najważniejsze. I zastanówcie się, które z mniej ważnych dla Was spraw możecie odpuścić (albo chociaż zmniejszyć ilość poświęcanego na to czasu). 

Dzięki temu powinniście znaleźć czas na odpoczynek - np. w gronie bliskich. Bo zakładam, że dla większości z nas rodzina i przyjaciele są wysoko na liście priorytetów, prawda?

Znajdywanie naszych osobistych priorytetów pomoże też w wyznaczaniu celów, tworzeniu list zadań itd. Nie wszystko dla nas jest jednakowo ważne i nie zawsze więcej projektów oznacza nasza lepsze samopoczucie. Czasem sama mam z tym problem, ale stosowanie metod z poprzednich punktów „zmusza” mnie do odpuszczania. Świat się nie zawali, jeżeli zrezygnujemy z czegoś, co nie daje nam już takiej satysfakcji. Jeżeli napiszemy jeden tekst na bloga, a nie trzy. Jeżeli porzucimy naukę języka, bo zwyczajnie nam się znudzi. Trudno! To wszystko da nam miejsce na nowe projekt i, co najważniejsze, na obowiązkową chwilę odpoczynku.


6. Wypiszcie ulubione formy odpoczynku

Często jest tak, że z powodu zmęczenia nie mam siły wymyślać nic bardziej kreatywnego od bezmyślnego scrollowania Facebooka. I nie wiem, jak Wy, ale ja po takim „odpoczynku” czuję się jeszcze bardziej zmęczona. Dlatego przydatna może być lista Waszych lubianych form odpoczynku - to mogą być takie drobnostki jak zaparzenie dobrej herbaty czy odcinek serialu, ale także „większe” pomysły, np. romantyczna kolacja, przesadzanie kwiatów, wypad w góry. Ważne, żeby to były bardzo „Wasze” rzeczy i żeby ta lista była ratunkiem w chwilach, kiedy kreatywność zawodzi. 

Bo odpoczynek może oznaczać po prostu drzemkę, a może też być aktywnie spędzonym czasem. Byle dać głowie i ciału troszkę luzu!

7. Zastosujecie metodę karteczek-przypominajek

Już prawie odpoczywacie, już włączyliśmy film, już zaczęliście wciągać się w fabułę, ale Wasza głowa wciąż jest w pracy? I nagle ni z tego, ni z owego, przyjdzie Wam na myśl genialny pomysł czy sprawa do załatwienia i nagle zatrzymujecie film i dwie godziny pózniej nawet nie pamiętacie, że mieliście odpoczywać! Znacie to? Jeżeli tak, mam dla Was prostą metodę.

Połóżcie w pobliżu miejsca odpoczynku karteczkę/notes i jeżeli faktycznie jakaś ważna sprawa zacznie Was dręczyć - zapiszcie ją hasłowo. I tyle. Wrócicie do niej po filmie, następnego dnia albo może wcale, bo po czasie może okazać się już nie taka ważna. A Wy będziecie ze spokojną głową się relaksować. Tak trzymać!

8. Działacie z metodą pomodoro

O metodzie pomodoro pisałam już kilka razy (np. w tym poście o narzędziach do planowania), dlatego nie będę się rozpisywać, tylko w skrócie wyjaśnię, że ta metoda wymusza na nas robienie przerw i odpoczywanie. Po każdych pełnych 25 minutach pracy, powinniśmy robić 5 minut przerwy, a co jakiś czas dłuższą, 40-minutową. 

Pomodoro pełni więc dwie funkcję: jeżeli mamy problem z motywacją i rozpraszaniem się, to pomoże nam pracować przez określone partie w skupieniu, a jeżeli pochłonięci zadaniami zapominamy o odpoczynku, to i o tym nam regularnie przypomina. Cudo!



***

Mam nadzieję, że moje metody pomogą Wam znaleźć czas na odpoczynek w naszym zabieganym świecie :) Pamiętajcie - pracoholizm to problem, a nie powód do bycia dumnym. Zgadzacie się?




Jak odpoczywać mądrze?

by on 20:15
Łatwo zauważyć, że w dzisiejszych czasach  wszystko chcemy robić „na maksa” . Jak się uczymy - zarywamy nocki, jak pracujemy - robimy ...


Styczeń był dla mnie bardzo intensywnym miesiącem- chyba dawno nie miałam tylu projektów i nauki... Mimo to nie chciałam, żeby na blogu zapadła przez to długa cisza, dlatego mam dla Was krótkie podsumowanie tego, co u mnie przyniósł początek roku. Piszę je w tramwaju, bo już dosłownie wykorzystuję każdy moment na działanie ;)

W styczniu: 

- skończyłam kurs English for Journalism na Courserze. To pierwszy mój kurs online i jestem bardzo zadowolona! Lekcje były podzielone na tygodnie (razem pięć) i zawierały filmy, teksty i zadania (np. napisanie artykułu czy scenariusza telewizyjnego). Materiały były naprawdę profesjonalne i ciekawe, a przy tym nie aż tak trudne, żebym musiała siedzieć nad nimi całymi dniami. Fajne uczucie pouczyć się czegoś w 100 % dla siebie, a nie, żeby jakoś zdać semestr. 

Tutaj link do kursu dla zainteresowanych: English for Journalism 

- zaczęłam współpracę z Typowro, czyli portalem opowiadającym o Wrocławiu :) Mój pierwszy tekst już się ukazał i jest to przegląd najfajniejszych miejsc na weekendowy wypad poza Wrocław. Wiecie, takich z duszą, z efektem wow, z pięknymi wnętrzami, dobrą kuchnią i idealnymi warunkami do relaksu. Chyba sama teraz powinnam się tym zainspirować i odpocząć po sesji w którymś z nich.

Zdjęcie do mojego pierwsze przeglądu na TY PO WRO - robił Marcin Szczygieł. Przy okazji idealnie obrazuje mój styczeń i prawdopodobnie następnych kilka miesięcy. 



- na Karce ukazały się 4 posty: 



Podsumowując: mogło być lepiej, ale przy ilości innych spraw - nie narzekam :)

- decyzja o przeprowadzce do Warszawy stała się faktem i jestem na etapie szukania mieszkania, pracy i krążenia między Wrocławiem a Warszawą. Pociągiem: około 4-5 godzin w jedną stronę... Z plusów to postrzegam to jako zawodową szansę i jestem podekscytowana na myśl o nowym mieszaniu (mimo, że w wynajmowanego nie urządzę raczej tak jak na zapisanych z Instagrama inspiracjach) i nowych miejscówkach, które będę odkrywać. A Wy ze mną!

- spędziłam prześwietne urodziny. I to trzy razy! Najpierw na randce w mojej ulubionej Bułce z masłem, potem na imprezie urodzinowej (o której już Wam wspominałam) i na końcu na obiedzie z rodzinką. 

Gorąca czekolada na wypasie. Oczywiście w mojej ukochanej Bułce.
Ja jako Holly ze "Śniadania u Tiffaniego" (moja impreza urodzinowa była w stylu filmowym). Maskę zrobiłam sama, do tego kolczyki z wyprzedaży z H&M i piękna koszula znaleziona w second-handzie. A wrażenie robi, prawda?



Tutaj możecie sobie porównać z prawdziwą Holly, graną przez Audrey Hepburn:



- zrobiłam jogowe wyzwanie z Adrienie, co oznaczało codzienną porcję jogi. Jestem z siebie dumna, bo w tamtym roku trzydziestodniowe wyzwanie robiłam dwa miesiące... W tym byłam bardziej zmobilizowana! A do tego te 20-30 minut dziennie zazwyczaj sprawiały mi dużą przyjemność i były takim „moim” czasem, nawet w maksymalnie zabieganym dniu. 

A ta śliczna mata jest ze sklepu Joy in me.


Poza tym z fajnostek to byłam pierwszy raz w życiu na Stand-upie (Stand-Up Show 2019) i mogłam zobaczyć na żywo mojego ulubionego Paczesia!!! Oczywiście inni Stand-uperzy też w większości dawali radę, ale Rafał to Rafał ;)


Na koniec podrzucam najbardziej wzruszająca rzecz, jaką zobaczyłam w styczniu: 



To jest złoto! Jeżeli ktoś widział film „Narodziny gwiazdy”, to ciężko się nie wzruszyć. A jak ktoś nie widział, to prędko nadrabiać. Ja dawno nie miałam tak emocjonalnego seansu.


***

Takie moje małe sukcesy i przegląd działań w styczniu :) Oczywiście były i porażki: zaniedbanie francuskiego, przemęczenie, słaba dieta, przekładanie nauki do sesji... Wymieniam je, żebyście wiedzieli, że czasem nie wszystko się układa i nie ma w tym nic strasznego! Jest sporo pozytywów i to mnie zachęca do działania w lutym :) 

PS Czy ja nie pisałam na początku, że będzie krótko? ;)