A może by tak do Japonii?





Kilka dni temu miałam okazję spróbować nowej kulinarnej rewelacji Wrocławia- Sushirolki. Dość innowacyjnym pomysłem jest tutaj odejście od tradycyjnego (dla Polski), jedzenia sushi w wykwintnej restauracji, delektując się każdym kęsem. W Sushirolce sushi to bardziej szybka przekąska, którą kupujemy w pośpiechu, jedząc ją między jedną a drugą ważną sprawą do załatwienia.

Czy jednak da się upchnąć przepyszne sushi w rolce przypominającej tortillę? Tutaj to się nie udało- składniki w moim odczuciu mocno średnie, przejadły mi się po dwóch kęsach, a i najeść się tym ciężko. Bardziej to taka kulinarna ciekawostka niż coś naprawdę powalającego na kolana. 

Niemniej tego dnia głównie zaintrygowało mnie to, czemu takie podanie sushi wzbudza kontrowersje i jest dla Polaków czymś dziwnym. Postanowiłam poszperać trochę w czeluściach internetu i rozwikłać tę zagadkę.

Po pierwsze, sushi prawdopodobnie nie pochodzi z Japonii, a z Chin. I chociaż pierwsza wzmianka na ten temat została napisana w Kraju Kwitnącej Wiśni (w VII w.n.e.), to Chińczycy jako pierwszy odkryli, że surowa ryba fermentująca z ryżem będzie dobra nawet po roku. Także powstanie sushi było uwarunkowane przede wszystkim pragmatyzmem, a nie potrzebą niesamowitych kulinarnych doznań. Przez kolejne stulecia sushi ewoluowało, ludzie eksperymentowali z różnymi składnikami, ale dopiero wynalezienie lodówek i zamrażalek pozwoliło na rozprzestrzenianie się smakołyku po całym świecie.

Po drugie, w Japonii sushi to... fast food. Oczywiście, zdrowy, niskokaloryczny, ale wciąż jest przede wszystkim szybą przekąską, serwowaną najczęściej w ulicznych budkach czy straganach. To może być szokujące dla wszystkich, którym to danie kojarzy się przede wszystkim z zaproszeniem dziewczyny na ekskluzywną randkę :). Co prawda, i w Japonii zdarzają się takie miejsca, gdzie sushi przyrządzane jest wedle tradycyjnych receptur i celebruje się każdy kęs, ale są one raczej rzadkością. 

Dlaczego więc w Polsce mamy taki pogląd na sushi, a i restauratorzy (patrząc na ceny) kierują się tym stereotypem? Myślę, że w grę wchodzą dwa aspekty- egzotyczność sushi i składniki. Import ryb i owoców morza dobrej jakości kosztuje. I to całkiem sporo. Dorzucając do tego wysokie oczekiwania klientów i odbiór sushi w naszym społeczeństwie, otrzymujemy ekskluzywne miejsce z nietanią kartą. Mimo wszystko, dla dobrego sushi warto!




Jednak sushi to nie jedyna rzecz czyniąca Japonię krajem tak fascynującym. W moim prywatnym rankingu znalazły się jeszcze:



1. Drzewo wiśni - czyli po japońsku sakura - narodowe drzewo Japonii i jej naczelny symbol. Dla Japończyków jest ono metaforą ulotności ludzkiego życia i wiele razy w historii tego kraju było natchnieniem dla ludności - na przykład dla kamikaze w czasie drugiej wojny światowej. Kwitnięcie rozpoczyna się w Okinawie już w lutym, stopniowo rozprzestrzeniając się po całym kraju. Relacja na ten temat jest podawana w codziennych wiadomościach, a wiosną w całym kraju rodziny i przyjaciele wychodzą do parków świętując hanami- czyli właśnie wspólne celebrowanie zakwitnięcia wiśni. Dlatego też wiosna jest najlepszą porą na odwiedzenie Japonii- od tego widoku ciężko oderwać wzrok. 







2. Gejsze - kobiety ściśle związane z japońską tradycją, mające za zadanie bawić gości rozmową, tańcem i śpiewem. Odznaczają się nie tylko charakterystycznym ubiorem (kimono) i makijażem, ale przed wszystkim wysoką kulturą osobistą i wykształceniem. Mimo tego, pewnie wielu z Was błędnie kojarzy gejsze z prostytutkami... Taki wizerunek rozprzestrzenili po świecie amerykańscy żołnierze, którzy w czasach wojny zabawiali się z paniami lekkich obyczajów przebranymi właśnie za gejsze. W istocie jednak, w Japonii to oficjalny zawód, odznaczający się dużym prestiżem i społecznym uznaniem. Podobno każda młoda dziewczyna marzy o zostaniu gejszą i kultywowaniu japońskiej tradycji, a tylko nieliczne z nich decydują się na bardziej bezpruderyjny sposób zarobku. 




3. Tokio - stolica Japonii charakteryzująca się ogromem mieszkańców (około 8 milionów) i nowoczesnością. Pełno tam robiących duże wrażenie wieżowców, najnowocześniejszej technologii i wypasionych hoteli. Ale Tokio to też sporo japońskiej tradycji - znajdziemy tam park Ueno z tysiącem wiśniowych drzew, świątynie buddyjskie czy imponujący Pałac Cesarski.








Pozostając przy temacie Tokio - to miasto zafascynowało mnie szczególnie po obejrzeniu filmu "Między Słowami" z rewelacyjnymi Scarlett Johansson i Billem Murrayem. Wcielają się oni w role młodej dziewczyny i podstarzałego aktora, czujących osamotnienie w wielkim mieście. Historia ta jest pełna niezwykłej bliskości i kipi ode emocji, co doceniła też Akademia Filmowa, przyznając filmowi Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Dla wszystkich fascynatów Japonii i nietandetnego romantyzmu na ekranie to pozycja obowiązkowa. 






4. Haruki Murakami - jeden z najsłynniejszych japońskich pisarzy (o ile nie najsłynniejszy) i moja osobista literacka słabość. Jego najpopularniejsza powieść, "Kronika ptaka nakręcacza", to literackie relikwie dla fanów, dla których w Tokio organizowane są nawet wycieczki śladami postaci. Literatura niebanalna, często bezwstydna, akcja osadzona w Japonii, surrealistyczny styl - to tylko kilka z wielu charakterystycznych cech dla twórczości Japończyka, sprawiających, że chce się na własne oczy przekonać, czy Japonia przez niego opisana, jest podobna do tej prawdziwej. Japonia Murakamiego jest nieco popkulturalna, zachodnia. Mało tutaj nawiązań do tradycji, co często jest zarzutem w stronę pisarza. Ale może właśnie współczesna Japonia taka jest? 

Wielu twierdzi, że Murakami jest zbyt "cool", by zostać pisarzem narodowym Japonii, jej sumieniem. Czasami jednak on sam do tego pretenduje- o czym świadczy chociażby bolesny wątek japońskich zbrodni wojennych we wspominanej już "Kronice Ptaka Nakręcacza".

Pomijając kontrowersje, jedno jest pewne- ciężko nie dać się uwieść światowi wykreowanemu przez Murakamiego, w którym bohaterowie mają wrażenie, że jest coś jeszcze, jakaś alternatywna rzeczywistość, miejsce niedostępne dla wszystkich. To fascynuje, pobudza wyobraźnię, a motyw alienacji postaci w wielkim (japońskim) społeczeństwie, nadaje jego książkom wymiar uniwersalny.




5. Japońska obyczajowość - tak różna od tej znanej nam, często dziwna, ale i fascynująca. Najciekawsze aspekty:

- publiczne okazywanie uczuć - bardzo źle odbierane, Japończycy są raczej wstrzemięźliwi, zamknięci w sobie i bardzo często samotni

- pracoholizm - mieszkańcy Japonii pracują zazwyczaj po kilkanaście godzin dziennie, a ci bezrobotni czują się podwójnie wyalienowani. Nawet pracodawcy dostrzegają tę przesadę i niektórzy z nich zawieszają swoją działalność na wakacje, tak aby zmusić pracowników, by wreszcie wykorzystali przysługujący im urlop...

- wysoka kultura osobista, honor - sposób bycia Japończyków wywodzi się jeszcze z czasów nauczania Konfucjusza, który zaszczepił w narodzie powściągliwość, stoicyzm i dyscyplinę. W Japonii panuje kult antyindywidualizmu, powszechny szacunek dla prawa (bardzo niski wskaźnik przestępczości), a najgorsza obelga w języku japońskim to "głupek".

- noszenie maseczek - to jeden z bardziej charakterystycznych obrazków - setki Japończyków złapanych w drodze do pracy czy przedszkola, wszyscy w medycznych maseczkach. Jednak wbrew pozorom, nie wszyscy traktują je jako zabezpieczenie przed chorobami przy smogiem. Dla wielu to dodatkowy element stroju, ciekawy gadżet, a inni noszą je, by zasłonić swoją twarz- wielu Japończyków ma kompleksy i po prostu uważa swoją twarz za szpetną. 




6. Sake - skoro mieliśmy już narodową potrawę, to czas na narodowy alkohol. Dla nas sake to wódka ryżowa, ale po japońsku to każdy rodzaj alkoholu. Dlatego chcąc zamówić "nasze" sake, należy poprosić kelnera o nikonshu. I poczuć się jak prawdziwy Japończyk :) 







... pewnie można by tak wymieniać jeszcze długo, ale zamiast tego warto zacząć odkładać na wymarzoną podróż :) Powodzenia Wam i sobie!

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.