Tytuł tego posta brzmi trochę oklepanie - w końcu wydawałoby się, że co jak co, ale o przyjemnościach to my wiemy wszystko! Ale czy aby na pewno? Czy w zabieganym dniu potraficie na moment zwolnić i skupić się na jakimś drobiazgu, który sprawi Wam radość? 

W małych przyjemnościach właśnie o to chodzi - by bez większego wysiłku, przygotowań i masy czasu, łatwo można uczynić swój dzień nieco lepszym. Nawet jak wszystko idzie pod górkę, jest poniedziałek, projekt do oddania "na wczoraj" i milion negatywnych myśli w głowie. 

Dobrze w takich chwilach mieć swoje małe rytuały - czyli po prostu tytułowe małe przyjemności, które nas odstresują i wywołają uśmiech. Czasem jednak te przyjemności mogą nam się wydać głupie - jak to tak cieszyć się z filiżanki zwykłej kawy albo zachodu słońca?


I teraz zabrzmię bardzo coachingowo, ale ja codziennie pracuję nad tym, by właśnie próbować dostrzegać takie rzeczy. By być szczęśliwą tu i teraz, a nie gdzieś tam za rok, jak już: zmienię pracę/oddam projekt/będę wygrzewać się na Bali/(tutaj wstaw dowolną wizję, w której myślisz, że będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi). 

Łatwo być zadowolonym z życia w takich niesamowitych momentach, ale jednak większa jego część zazwyczaj składa się z właśnie z tej codziennie wypijanej kawy, z tego wieczoru z książką, ze zwyczajnego spaceru po okolicy czy wina w piątkowy wieczór. 

Dlatego też chcę dzisiaj podzielić się z Wami moimi ulubionymi małymi przyjemnościami - mam nadzieję, że zainspiruję Was, by czasem zwolnić i zadbać o siebie i swoje samopoczucie, kurde!




Moje małe przyjemności:

  • kubek dobrej kawy - nic tak nie pobudza  do życia w tygodniu i jednocześnie nie smakuje w sobotni poranek

  • leżenie pod kocem z herbatą w jednej ręce, a książką w drugiej - kwintesencja hygge!

  • kontakt ze zwierzętami - prosta sprawa, która wywołuje u mnie dziecięcą radość

  • rozmowy telefoniczne z rodziną - odkąd wyjechałam na studia do Wrocławia, nie widzimy się za często, ale nadrabiamy to telefonami

  • spacer z kawą na wynos - to może być i spacer od jednego budynku akademickiego do drugiego, ale kawa na wynos zawsze czyni mój dzień trochę lepszym. Od niedawna staram się być też less waste i chodzę z własnym, bambusowym kubkiem wielokrotnego użytku (więcej pod tym zdjęciem: https://www.instagram.com/p/Bo6YVIsBGtE/). Was też zachęcam!

  • dobry serial - zawsze dziwię się, gdy ludzie traktują seriale jako stratę czasu. Naprawdę? Sprawianie sobie przyjemności to strata czasu?!

  • czytanie blogów - chociaż Youtube i Instagram mocno wypierają tradycyjne blogi, to ja wciąż czekam z niecierpliwości na każdy wpis moich ulubionych blogerów. Słowo pisane górą!

  • przebywanie wśród natury - uspokaja, koi nerwy, a do tego zachwyca. To nie musi być wielka wyprawa w góry - wystarczy chwila na pobliskiej łące czy osiedlowym parku



  • dłuższe weekendowe poranki w łóżku - po prostu cieszę się tym, że jest weekend!

  • letnie wieczory z sangrią na balkonie - nie musimy czekać na wielką okazję, by siąść na balkonie ze znajomymi czy partnerem, zjeść dobry makaron i napić się wina

  • podziwianie nieba - różowe zachody słońca, rozgwieżdżone niebo, błękit nieba odbijający się w jeziorze - czyli estetyczny raj, który tylko czeka, żebyśmy go odkryli 

  • czytanie gazet w pociągu - na co dzień wolę książki albo Internet (w końcu mamy 2018 rok i w Internecie jest wszystko, prawda?), ale w podróży przepadam za czytaniem papierowych gazet

  • kolorowanki - idea odstresowujących kolorowanek dla dorosłych nie przekonała mnie aż tak bardzo, ale gdy mam dużo nauki, lubię wyciągnąć moją kolorowankę z Harrego Pottera i na moment oderwać się od naukowego bełkotu :)

  • pieczenie ciastek - prosty przepis, Norah Jones w tle i zapach ciasteczek powoli wypełniający cały dom - czy tak wygląda zima idealna?

  • czytanie książek/słuchanie podcastów w komunikacji miejskiej - nic tak bardzo nie denerwuje jak zapchany autobus stojący w korku. A Wy w środku, sfrustrowani, zmęczeni, tracący czas. Jeżeli też to znacie, polecam Wam potraktowanie tego czasu jako momentu, w którym możecie zrobić rzeczy, na które ciężko Wam będzie potem znaleźć czas - poczytajcie książkę, przejrzyjcie wiadomości, wróćcie do artykułu, który zapisaliście pół roku temu licząc, że przeczytacie go w najbliższy weekend. A jeżeli jesteście naprawdę padnięci, to polecam podcasty! Jest wiele darmowych polskich i angielskich podcastów, z których możecie się wiele nauczyć (ja np. słucham Pani Swojego Czasu - jej biznesowe podcasty to jedna z fajniejszych rzeczy, która przytrafiła mi się w Internecie) albo po prostu przyjemnie spędzić drogę

  • dbanie o rośliny - rośliny upiększają nasze wnętrza, oczyszczają powietrze (potwierdzone przez NASA!), a do tego ich podlewanie, doglądanie czy przesadzanie zaskakująco mnie relaksuje 





A co Wy zaliczycie do swoich małych przyjemności? Czy któreś pokrywają się z moją listą? 

Dajcie znać w komentarzach!









Małe przyjemności

by on 15:21
Tytuł tego posta brzmi trochę oklepanie - w końcu wydawałoby się, że co jak co, ale o przyjemnościach to my wiemy wszystko! Ale czy ab...


Na Uniwersytecie Wrocławskim studiuję już co prawda piąty rok, ale do Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego trafiłam dopiero teraz. Bo jak to tak - zwiedzać własną uczelnię, na której i tak spędzam już dużo czasu? 

Oczywiście, sam główny gmach Uniwersytetu dobrze znałam, w czasie uroczystej immartykulacji (czyli pasowania na studenta) podziwiałam przepiękną Aulę Leopoldina, ale nigdy nie traktowałam tego miejsca jako turystycznej atrakcji. Mój błąd!

Teraz nadrabiam i zabieram Was ze sobą w krótką wycieczkę po Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego. Zaczynajmy!




Muzeum znajduje się w gmachu głównym przy placu Uniwersyteckim, który już sam w sobie jest miejscem wartym zobaczenia. Plac wypełniają głosy studentów i turystów robiących sobie zdjęcia pod Fontanną "Szermierz" (jednym z symboli tego miejsca), a potężny i urzekający architektonicznie budynek Uniwersytetu, kontrastuje tu  z nowoczesnym Wydziałem Prawa, Administracji i Ekonomii (tak, to mój wydział!). Naprawdę bardzo tu fajnie!

Przejdźmy jednak do Muzeum. Na zdjęciu wyżej zaznaczyłam Wam wejście, więc teraz z łatwością je znajdziecie! Dla studentów Uniwersytetu Wrocławskiego wejście jest za darmo, pozostali musza zakupić bilety - ich cena waha się w zależności od ilości wystaw i sal, które chcemy zwiedzić (ceny są bardzo przystępne). 

W środku musicie zobaczyć:

  • Oratorium Marianum (zdjęcia niżej) - dawniej kaplica, obecnie imponująca sala koncertowa. Barokowy przepych wylewa się tutaj z każdego detalu i sprawia, że ciężko oderwać oczy od otaczającego nas piękna i bogactwa zdobień.






  • Aula Leopoldina - miejsce wszelkiego rodzaju oficjalnych akademickich uroczystości, a przy tym jedyne w Polsce tak świetnie zachowane barokowe, świeckie wnętrze.  Przepychem przypomina Oratorium i z pewnością musi się znaleźć na Waszej liście rzeczy do zobaczenia we Wrocławiu! Do tego zwiedzanie Auli jest w cenie każdego biletu.

  • Wieża Matematyczna - to dawne Obserwatorium Astronomiczne, o czym przypomina nam skromna wystawa - ale nie tylko dla miłośników nauki to punkt obowiązkowy. Wieża posiada świetny taras widokowy (na wysokości 42 m), z którego można  podziwiać piękną panoramę Wrocławia

To jeden z fajniejszych punktów widokowych w mieście - może widoki nie są tak imponujące jak ze Sky Towera, ale bliskość rynkowej zabudowy i mistyczne rzeźby na rogach, nadają mu wyjątkowy klimat. 







Swoją drogą - też macie taką słabość do punktów widokowych? Ja uwielbiam podziwiać miasta z góry! Pozwala mi to spojrzeć na nie z perspektywy, poczuć rytm danego miejsca, przyjrzeć się dzielnicom, najważniejszym punktom. Jest w tym coś niesamowitego, prawda?

A poza tym, żadne zdjęcia nie wychodzą tak dobrze jak tam :)



***

W Muzeum znajdują się także trzy sale ekspozycyjne, których nie widziałam, ale zapewne wszyscy fani muzeów i historii Uniwersytetu Wrocławskiego (hmm, czy to nie brzmi najnudniej na świecie? ) wyjdą z nich zadowoleni.



Podsumowując:

- jeżeli uwielbiacie architektoniczne perełki,
- barokowy styl Was zachwyca,
- przepadacie za miejscami związanymi z nauką i historią, albo
- po prostu chcecie zrobić zdjęcie jednej z najładniejszych panoram Wrocławia,

to koniecznie odwiedźcie Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego!




Gdybyście mieli jeszcze jakieś pytania o Muzeum, Wrocław czy może godną polecenia knajpkę w okolicy Uniwersytetu, koniecznie piszcie w komentarzach.

Dajcie też znać, które wrocławskie miejsce (mniej standardowe niż Rynek :)) powinnam odwiedzić i opisać następnym razem. Czekam na Wasze propozycje!





Dzisiejszy post to kolejny po tym o wyprawce akademickiej (kilk), który poświęcam tematyce planowania i efektywnej nauki czy realizacji zadań. Na wstępie warto podkreślić, że skuteczne planowanie to tylko część sukcesu - bo czym jest sam plan bez jego realizacji? :)

Jednak dobry plan i używanie skutecznych narzędzi oraz metod, pozwolą Wam uczynić realizację celów przyjemniejszą i skuteczniejszą. Właśnie dlatego dzisiaj podpowiem Wam, co naprawdę w tym temacie ma sens i nie jest tylko kolejną apką, która zabiera miejsce w Waszych smartfonach. 

Oto moi faworyci:



1. Kalendarz/planner/bullet journal 


Pierwszy punkt jest oczywisty, bo w końcu kalendarza używa większość z nas, ale diabeł tkwi w szczegółach. Istotne jest JAKIEGO kalendarza czy plannera używamy. Przerobiłam ich już naprawdę sporo i wciąż nie mogę znaleźć ideału - plannery często są przeładowane i nie korzystam z wielu opcji (np. zaznaczanie szklanek wypitej wody, codzienna lista wydatków, planowanie czasu dla siebie), a kalendarze bywają zbyt proste i pozbawione większej ilości miejsca na notatki.


Czymś po środku jest kalendarz Radzkiej, z którego korzystam od początku roku i mam już także edycję na rok 2019 (tutaj możecie ją zakupić).

Czemu go polecam?

- jest pięknie wydany (twarda, porządna okładka i stylowe, modowe grafiki),
- jeden dzień to jedna strona (poza weekendem), więc mamy mnóstwo miejsca na codzienne zapiski,
- każdy miesiąc poprzedza minimalistyczny i bardzo funkcjonalny rzut całego miesiąca,
- brak zbędnych stron.

Minusem tej edycji jest na pewno brak tasiemki i dodatkowego miejsca na notatki na końcu, ale w przyszłorocznym kalendarzu obie rzeczy już są :)


Na co warto zwrócić uwagę przy wyborze kalendarza?

Wybierając kalendarz bądź plannerem zastanówcie się najpierw, co w nim chcielibyście zapisywać i czy wszystkie elementy znajdujące się w danym egzemplarzu, są Wam potrzebne. Planner bez dat na pewno sprawdzi się osobom, które niekoniecznie codziennie chcą coś notować oraz miłośnikom wszelkiego rodzaju list, monitorowania nawyków itp. 

Jeżeli natomiast kalendarz jest Wam potrzebny tylko do zapisania od czasu do czasu ważnego spotkania czy wyjazdu, to może najlepszym rozwiązaniem będzie kalendarz Google, który nie zajmuje miejsca w Waszych torebkach i plecakach, a przy tym możecie go dzielić z członkami rodziny czy współpracownikami.

Trzecią opcją dla osób, które chcą wszystko zrobić po swojemu od A do Z, jest bullet journal. Bullet journal to notatnik, który możecie zapełnić czymkolwiek chcecie i będzie dla Was świetnym narzędziem do planowania dużych projektów, sporządzania list prezentów, rzeczy do zrobienia itd. 

Wy decydujecie, co będzie w środku, co z jednej strony jest super, bo nic Was nie ogranicza, a z drugiej oznacza, że najpierw musicie poświęcić trochę czasu na stworzenie swojego bullet journala (trzeba rozplanować układ stron, zrobić spis treści, porobić tabelki itd.). 

Taki bullet journal możecie rozpocząć np. w Planerze Pełnym Czasu (klik), który zbiera same pozytywne opinie. 



2. Listy zadań



Dlaczego warto zapisywać rzeczy do zrobienia?

- o niczym nie zapomnimy,
- mamy spokojną głowę i gotowy plany działania,
- możemy rozsądnie rozplanować obowiązki,
- skreślanie/odznaczenie wykonanych zadań daje satysfakcję i motywację do dalszego działania!

Robienie list zadań pozwala też na ustalanie priorytetów - to dobry moment, żeby zastanowić się, czy wszystkie działania są nam niezbędne i na czym powinniśmy i chcemy się skupić. Warto czasem odpuścić mniej ważne rzeczy. 

Doba każdego z nas ma 24 godziny i jeżeli często czujecie, że macie wiecznie za mało czasu, a inni spełniają się w swoich pasjach, to musicie uświadomić sobie, że to po prostu coś, co jest ich priorytetem kosztem innych rzeczy. Może na przykład od dawna nie miały czasu, żeby pójść do kina albo zrobić generalne porządki, ale za to ich marka rośnie w siłę - na tym to polega. 

Polecam Wam też, związane z priorytetami, dzielenie list na zadania ważne i "głupoty" (typu odebranie paczki z paczkomatu, wypranie pościeli, napisanie e-maila). Wtedy mamy jasno oddzielone te dwie strefy i jest prościej realizować większe zadania. 

Dobrą radą (dzięki, Pani Swojego Czasu!) odnośnie "głupot", jest zastanowienie się przed wpisaniem na listę danej rzeczy, czy nie możemy tego zrobić od razu - może telefon, który mamy wykonać, nie zajmie nam więcej niż 10 minut i zamiast poświęcać ten czasu na wpisanie go i wieczne odkładanie, zrobimy to od razu.


Nie od razu Rzym zbudowano!

Koniecznie rozbijajcie też duże cele i plany na małe kroczki. Nie wpisujcie w codzienne listy zadań haseł typu "odświeżenie wyglądu bloga" albo "nauka na egzamin" - takie "duże" zadania mogą łatwo nas zniechęcić i są za bardzo ogólnikowe, by ich realizacja mogła przebiec sprawnie.

Dlatego też, gdy macie już swój większy cel, wypiszcie na kartce poszczególne, nawet najdrobniejsze punkty, które przybliżą Was do jego realizacji, a następnie rozplanujcie, kiedy się nimi zajmiecie. 


Planowanie czasu wolnego

Kontrowersyjnym tematem jest planowanie czasu wolnego - wiele osób uważa, że to absurd, ale czy nie mieliście czasem takiej sytuacji, że w piątek byliście przekonani, że w weekend zrobicie tyyyle ekscytujących rzeczy, a w niedziele wieczorem uświadamiacie sobie, że poza siedzeniem przed laptopem albo z telefonem nic ciekawego się nie działo? 

Dlatego właśnie warto czasem zaplanować sobie jakieś fajne weekendowe atrakcje - np. spacer po parku, wyjazd za miasto, śniadanie w ulubionej śniadaniowi itd. 

Oczywiście "niewykonanie" takiego planu to nie koniec świata, bo to przecież Was czas wolny na odpoczynek, ale wypisanie sobie kilku weekendowych pomysłów pozwoli uniknąć typowego sobotnio-niedzielnego marazmu :)


Co zamiast tradycyjnej, papierowej listy?

Mam nadzieję, że już wiecie, iż listy to do są niezbędne przy planowaniu i organizacji czasu, a teraz dobra wiadomość jest taka, że potrzebujecie do nich tylko kartki i ołówka (chociaż gotowe listy ze sklepów papierniczych bardziej cieszą oko). 

Dla miłośników elektroniki chcę polecić jednak aplikację Google Keep - możecie tam tworzyć zwykłe notatki, ale też właśnie listy. Aplikacja jest prosta i maksymalnie ułatwiająca tworzenie list zadań, zakupów, filmów do obejrzenia i wielu innych. A teraz najlepsza część: notatki możecie współdzielić z innymi użytkownikami Google Keep. My z chłopakiem dzielimy tak na przykład listy zakupów czy porządki - polecam bardzo!



3. Metoda pomodoro


Jeżeli macie problemy ze skupieniem i łatwo się rozpraszacie, metoda pomodoro Was uratuje! To metoda zarządzania czasem pracy/nauki, która polega na działaniu według określonego schematu 25 minut pracy i 5 minut odpoczynku (co kilka "cyklów" jest też dłuższa przerwa). 

Na mnie metoda ta działa świetnie w przypadku sporej ilości nauki - te 25 minut wykorzystuje maksymalnie efektywnie, potem mam krótką przerwę pozwalająca mózgowi odpocząć i następnie znowu wracam do trybu nauki. 

Polecam Wam pobranie którejś z aplikacji do pracy metodą pomodoro (aktualnie używam Brain Focus - na zdjęciu), bo to jednak łatwiejsze niż samodzielne odmierzanie czasu i zapisywanie każdych zrobionych 25 minut tak, by wiedzieć, kiedy pora na dłuższą przerwę (a jak wiemy, dłuższe przerwy są bardzo potrzebne!).

Do tego w aplikacji widzimy też, że zaliczyliśmy już kilka faz nauki/pracy, co z jednej strony motywuje (brawo my!), a z drugiej pozwala też dobrze oszacować, ile czasu zajmuje nam dane zadanie czy zagadnienie. 

I najważniejsze - jak mamy na telefonie otwartą aplikację, to nie wchodzimy co 5 minut na Facebooka czy maila! Powiedźcie, że nie tylko ja mam z tym problem... 



4. Habit tracker 



Monitorowanie nawyków to u mnie nowość - wcześniej albo w ogóle ich nie było, albo wpisywałam je na listę zadań, co tylko sprawiło, że niemiłosiernie się wydłużała, a jej realizowanie frustrowało. Nawyki to pewne regularnie wykonywane czynności, które jednak najpierw trzeba wiele razy powtarzać (naukowy spierają się jaki okres powtarzania wystarczy - to bardzo indywidualna kwestia), by stały się automatyczne i naturalne - tak jak mycie zębów czy ścielanie łóżka. 

I tak jak niektóre z nich są oczywiste i nawet się nad nimi nie zastanawiamy, tak każdy z nas ma na pewno pewne sfery nad którymi chciałby popracować. Nawykiem może być wszystko - picie dużej ilości wody, ćwiczenia fizyczne czy codzienne pięć minut z nauką języka. 

A by nawyk stał się nawykiem, dobrze jest skorzystać właśnie z habit trackera, czyli narzędzia pozwalającego monitorować nawyki. Jego celem jest ustalenie sobie czynności, które chcemy przekształcić w nawyki, określenie, ile razy w tygodniu chcemy je realizować, codzienne zaznaczanie efektów i finalnie - wykreślenie ich z habit trackera, bo przecież staną się nawykami :).


Nawykowe tricki 

W kwestii nawyków poza ich monitorowanie dobrze działa też "przyklejenie" nowego nawyku do czegoś, co robicie już regularnie bądź do określonej pory dnia. I tak, na przykład, jeżeli chcecie więcej się ruszać, to spróbujcie robić to od razu po powrocie do domu albo po lekkim śniadaniu, które przecież jecie codziennie (chyba, że macie z tym taki problem jak ja :)). 

Ja za to próbuję połączyć naukę francuskiego z robieniem jogi - po jodze zawsze mam dużo energii i łatwiej mi się zmobilizować do nauki, zamiast leżeć na kanapie i oglądać Netflixa.


Gdzie wyrabiać sobie nowe nawyki?

Habit trackery znajdziecie do wydrukowania w Internecie i w postaci aplikacji na telefon. Do wybory, do koloru. Ja miałam podejście do gotowego wzoru, ale ostatecznie przeniosłam się do kalendarza - na końcu każdego miesiąca mam maksymalnie prostą tabelkę z dniami i nawykami, a ich wykonywanie zaznaczam kolorową kropką. 

Na razie działa i widzę, że ewidentnie największy problem jest u mnie ze zdrowym odżywaniem - słodycze, brak śniadań i picie wody to moje słabe punkty :( Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu przy tym punkcie pojawi się więcej kropek - trzymajcie kciuki! 


5. Vision board 



Na koniec przygotowałam coś bardziej dla duszy niż narzędzie służące do planowania konkretnych zadań. To vision board, czyli kolaż zdjęć lub haseł, który ma wizualizować Wasze cele, plany i marzenia. Niby takie "nic", ale powieszone przy Waszym miejscu pracy poprawia nastrój i przypomina o tym, co dla Was naprawdę istotne. Wiadomo, że same zobrazowanie celów nie załatwi ich realizacji, ale dobre nastawienie jest ważne. 

Vision board najfajniej tworzyć co jakiś czas - np. na początku roku szkolnego czy kalendarzowego, na początku każdej pory roku itd. W końcu nasze plany i marzenia się zmieniają i warto odświeżać sobie swoje priorytety. 




***

Oczywiście powyższe narzędzia to nie jedyne możliwe sposoby optymalizacji pracy i planowania, ale  na pewno moje ulubione, sprawdzone i przede wszystkim proste. Wam też z pewnością będą dobrze służyły, jeżeli się na nie zdecydujecie.

Mam też nadzieję, że moje posty dotyczące organizacji i planowania przypadły Wam do gustu - dajcie znać w komentarzach!




O wyjazdach w Bieszczady w ostatnim czasie powstało wiele opowieści, mitów i żartów (w końcu który pracownik korporacji nie ma od czasu do czasu ochoty rzucić pracy i osiąść tam na resztę życia? :) ), ale ja pokażę Wam, co naprawdę w tych Bieszczadach warto zrobić! 

Napiszę jak i gdzie cieszyć się powolnym, bieszczadzkim życiem, obcując z przepięknym naturą i kosztując lokalnych przysmaków. Do tego cały "program" świetnie nada się oczywiście na długi pobyt, ale i jest do zrealizowania także w 2-3 dni. 



Co wobec tego musicie zrobić w Bieszczadach? 



1. WYPIĆ KAWĘ Z WIDOKIEM NA GÓRY



Jeżeli nie wierzycie w ideę slow life i z ironią patrzycie na wszystkie profile na Instagramie promujące cieszenie się każdą filiżanką kawy, to koniecznie zarezerwujcie apartament w Osadzie Hyże Jewki w Cisnej. Gwarantuję, że po pobycie w tym miejscu, poranna kawa będzie Waszym ulubionym punktem dnia, a siedząc wieczorami pod kocem przy rozpalonym kominku, poczujecie się hygge jak nigdy dotąd. 

Osada Hyże Jewki to stylowo urządzony bliźniak, położony na zboczu wzgórza (ostrzegam - dojazd samochodem nie należy do najłatwiejszych) z najpiękniejszym widokiem z tarasu jaki miałam okazję podziwiać. Gdy staniecie na tarasie, Waszym oczom ze wszystkich stron ukażą się urzekające góry - piękne, ale i wzbudzające respekt. A nocą do tego widoku dochodzi niebo rozświetlone setkami gwiazd - tego nie doświadczycie w żadnym większym mieście!










2. WYBRAĆ SIĘ NA GÓRSKĄ WĘDRÓWKĘ 



Standard - jesteśmy w Bieszczadach, więc po najlepsze widoki musimy się trochę powspinać. My ograniczyliśmy się do "zdobycia" Połoniny Caryńskiej - położonej między miejscowościami Ustrzyki Górne a Brzegi Górne. Jednak nawet taka tylko pięciogodzinna wędrówka pozwoliła zdrowo się zmęczyć i ostatecznie cieszyć się ze zdobycia szczytu i pięknej panoramy Bieszczad. Góry mają w sobie coś magicznego. 

Tip: nawet wczesną jesienią warto ubrać się "na cebulkę", bo na szczycie potrafi mocno wiać. Do tego czapka, rękawiczki, termos z gorącą herbatą, jakieś przekąski, ewentualnie kijki i można podbijać Bieszczady :) 











3. SPRÓBOWAĆ BIESZCZADZKI PRZYSMAKÓW 


Pizza, hummus czy azjatyckie makarony to oczywiście kulinarne niebo, ale czasem warto też sięgnąć po lokalne, polskie smaki. Będąc w Bieszczadach, nie odmawiajcie sobie za wiele :). Spróbujcie koniecznie czegoś z tych propozycji:

- puszystych racuchów z jabłkami (są obłędne!),
- naleśników z jagodami,
- żurku,
- czegokolwiek z oscypkiem i żurawiną, 
- pierogów (np. razowych z twarogiem i kaszą jaglaną),
- pstrąga,
- placków ziemniaczanych,
- smażonego sera, 
- tarciucha (czyli babki ziemniaczanej),
- piwa z miejscowego browaru Ursa Maior.

Jeżeli chodzi o konkretne adresy, to z pewnością na jedzenie polecam klimatyczne "Oberża pod Kudłatym Aniołem" w Cisnej (bardzo blisko apartamentu z punktu pierwszego) oraz "Gospodę pod białą górą", czyli bar znajdujący się na terenie Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Na piwo albo grzane wino warto z kolej wpaść do słynnej "Siekierezady" o nieco dziwnym, ale bardzo oryginalnym wystroju. 










4. URZĄDZIĆ SOBIE WYPRAWĘ ŚLADAMI HISTORII I SZTUKI

Wszyscy miłośnicy historii na pewno znajdą w Bieszczadach sporo satysfakcji, gdy wybiorą się do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Jest to bardzo duży skansen (38 ha), gdzie zaprezentowany został dorobek kulturalny różnych grup etnicznych - Pogórzan, Dolinian, Łemków i Bojków. 

Możemy tam przespacerować się po rynku galicyjskim, gdzie np. stary Żyd oprowadzi nas po żydowskiej chacie, opowiadając o religijnych zwyczajach, zobaczyć, jak mieszkały, żyły i tworzyły różne grupy etniczne oraz warstwy społeczne czy pooglądać żyjące w skansenie zwierzęta. 

Chociaż na początku byłam sceptycznie nastawiona do pomysłu trzygodzinnego zwiedzania sanockiego skansenu, to szybko zmieniłam zdanie - naprawdę fajnie tak cofnąć się w czasie. 











Chyba odnalazłam biurko idealne! 



Jeżeli po skansenie wciąż Wam mało, odwiedźcie Zamek Królewski w Sanoku, gdzie znajduje się Galeria Zdzisława Beksińskiego albo udajcie się w poszukiwania licznych na tych terenach  drewnianych cerkwi, jeżeli jesteście fanami sztuki sakralnej.






5. PODZIWIAĆ GÓRY Z PERSPEKTYWY KOLEJKI BIESZCZADZKIEJ 


Ta dwugodzinna przejażdżka nie nadszarpnie mocno Waszego budżetu, a zapewni Wam świetne widoki i całkiem ciekawą atrakcję, jaką jest przejazd kolejką sam w sobie. Do tego podczas mojego wyjazdu, czyli pod koniec września, góry zaczynały już przybierać jesienne szaty, co tylko podkręcało estetyczne doznania :)







***

Mam nadzieję, że skorzystacie z moich wskazówek, jak spędzić idealny czas w Bieszczadach, a przy okazji, w komentarzach, podzielcie się swoimi ulubionymi miejscami!