W pierwszym wpisie z Wiednia mogliście razem ze mną pozachwycać się tamtejszą architekturą, sztuką i miejskim klimatem. A dzisiaj, dla odmiany, przedstawiam Wam miejsce, które kupiło mnie w stolicy Austrii najbardziej. To pokaźnych rozmiarów Palmiarnia w ogrodach Schonbrunnu, czyli XVIII-wiecznego pałacu należącego niegdyś do rodziny cesarskiej. 

Sama Palmiarnia jest jedną z największych w Europie i robi duże wrażenie już z zewnątrz! W środku została podzielona na trzy części, odpowiadające strefą klimatycznym: zimną, umiarkowaną i tropikalną. 





Jeśli tak jak ja jesteście naturelover, z pewnością zakochacie się w tym miejscu. Podczas naszej wizyty nie było dużo turystów, dlatego też mogliśmy w spokoju nacieszyć oczy niesamowitą roślinnością umieszczoną w równie pięknym, przeszklonym budynku. Delikatne promienie słońca przedzierające się przez liście tylko podkreślały magię Palmiarni... A my mogliśmy poczuć się jak bohaterowie książek przygodowych czytanych namiętnie w dzieciństwie - w końcu momentami to miejsce naprawdę przypominało dżungle z prawdziwego zdarzenia. 





Natura jest zawsze mądrzejsza od ludzkich pomysłów. - Antoni Kępiński



Człowiek potrzebuje do życia ogrodów i bibliotek.  - Cyceron






W sadzawce znajdującej się pod mostem widocznym na zdjęciu, mieszkają żółwie - nam udało się dostrzec cztery, ale z pewnością jest ich tam więcej!




WIEDEŃ VOL. 2 II palmiarnia

by on 18:51
W pierwszym wpisie z Wiednia  mogliście razem ze mną pozachwycać się tamtejszą architekturą, sztuką i miejskim klimatem. A dzisiaj,...


Nasz pomajówkowy city break w Wiedniu minął błyskawicznie - w mieście jest tyle do zobaczenia, że wystarczyłoby spokojnie na dobrze wypełnione dwa tygodnie, więc, żeby zobaczyć kilka flagowych miejsc, robiliśmy po prawie 20 km dziennie... Dlatego też ten weekend to dopiero początek mojej znajomości z Wiedniem. Koniecznie będę musiała wrócić, nacieszyć się na spokojnie ogromem muzealnych zbiorów, barokowej architektury i relaksujących parków. 

Na dzisiaj przygotowałam dla Was zdjęcia z większości miejsc, które udało nam się zobaczyć. Jednakże to, które najbardziej skradło mi serce, nie znalazło się w dzisiejszym wpisie. Zdecydowanie zasługuje ono na osobny post, z którym przybędę na dniach! Do zobaczenia w Palmiarni 💙





Museum Quarter, czyli dzielnica muzealna. W Leopold Museum, które odwiedziłam, jest Klimt, impresjoniści, secesja, pop-art i sztuka współczesna! Czy tak wygląda artystyczny raj? 




***

Czas na kultowy Belweder. Z imponującymi ogrodami i równie zachwycającymi wnętrzami. Do tego "Pocałunek" Klimta, od którego nie mogłam oderwać wzroku.






***

Spacer po Ringu i okolicach. 






***

A na koniec dawka rozrywki - dzielnica dla miłośników wesołych miasteczek i parków rozrywki, czyli Prater. Klimat nieco jak z "Karuzeli życia" Woodego Allena i mnóstwo świateł oraz neonów we wszystkich barwach tęczy. 





WIEDEŃ VOL. 1 II city

by on 19:25
Nasz pomajówkowy city break w Wiedniu minął błyskawicznie - w mieście jest tyle do zobaczenia, że wystarczyłoby spokojnie na dobrze ...


Po krótkiej relacji z mojego pobytu w Maastricht, przyszedł czas na zabranie Was ze mną na krótki trip po Amsterdamie! Ponieważ spędziłam tam tylko jeden dzień z noclegiem, a w Amsterdamie naprawdę jest, co zobaczyć, nie będę tworzyć rankingu ulubionych miejsc jak w Maastricht. W zamian za to zasypię Was zdjęciami - na których dobrze widać klimat tego cudownego miasta, który moim zdaniem tworzą przede wszystkim romantyczne kanały, obłędna ilość rowerów, prześliczne tulipany i pyszne jedzenie. 

Kanałów jest tyle, że łatwo się między nimi pogubić, ale takie zwiedzanie Amsterdamu to chyba najlepsza opcja. Można przypadkiem trafić (jak my) na kultową naleśnikarnię albo odnaleźć ławkę, na której rozmawiali Gus i Hazel w filmie "Gwiazd naszych wina". 

W ten jeden dzień udało mi się też zauważyć, że Amsterdam jest bardzo kontrastowym miastem. 

Z jednej strony dużo muzeów, słynny Dom Anny Frank, spokojne dzielnice zlokalizowane przy kanałach, a z drugiej ogromna ilość turystów nastawiona na takie "atrakcje" jak coffee shopy, Dzielnica Czerwonych Latarni i szeroko pojęte nocne życie. I Amsterdam z pewnością nie zawiedzie ich oczekiwań, ale też zadowoli osoby nastawione na bardziej tradycyjne zwiedzanie, klimatyczne cukiernie, czy widoki znane z Internetu (typu rowery na tle kanału, czyli obowiązkowe zdjęcie z Amsterdamu, którego oczywiście nie omieszkałam zrobić). 

Amsterdam spodobał mi się tak bardzo, że z pewnością chciałabym tam wrócić - tym razem już przynajmniej na 3-4 dni. Teraz jednak zapraszam na relację z króciutkiego, ale owocnego pobytu. Miłego oglądania!



 


Dużo zieleni i kwiaty we wszystkich kolorach tęczy - jestem w raju!









Zdjęcia kanałów wyglądają trochę smutno ze względu na zachmurzone niebo :( Jednak nie dajcie się zniechęcić - na żywo jest tam naprawdę przepięknie!





Rijksmuseum i zdjęcie z serii "oczekiwania vs. rzeczywistość"... Żeby zrobić zdjęcie bez tony turystów, trzeba chyba przyjść o wschodzie słońca.




Okolice Museumplein i Muzeum van Gogha - najsłynniejsze "Słoneczniki" świata zobaczone.





Jeszcze odrobina tego urzekającego klimatu...





Skosztowanie lokalnych przysmaków, czyli punkt obowiązkowy każdej wycieczki. U góry po prawej wspominana naleśnikarnia "The Pancake Bakery", po lewej azjatyckie klimaty w "happy happy go go", a na dole oczywiście kultowe wafle.





Miasto kontrastów - pomnik Anny Frank (w samym Domie i Muzeum obowiązuje zakaz fotografowania) i neony Dzielnicy Czerwonych Latarni (prostytucja w Holandii została zalegalizowana w 1999 r., a same panie mają związki zawodowe i odprowadzają podatki). Polecam odwiedzenie obu miejsc, choć zostawią Was z zupełnie odmiennymi przemyśleniami.





Na koniec powiew wiosny z rozrywkowego Rembrandtplein, przy którym miałyśmy nocleg. Do zobaczenia, Amsterdamie!











HOLANDIA VOL. 2 II Amsterdam

by on 18:19
Po krótkiej relacji z mojego pobytu w Maastricht, przyszedł czas na zabranie Was ze mną na krótki trip po Amsterdamie! Ponieważ spędzi...