Moda na bycie modnym



Moda na prowadzenie zdrowego trybu życia stała się jakiś czas temu jednym z najpopularniejszych trendów ostatnich lat. Facebooka, Instagrama, a w końcu i prawdziwe życie, ogarnął szał na zdrowe jedzenie, dużo aktywności fizycznej i, oczywiście, „zdrowe” myślenie. Co prawda, nie mam w zwyczaju wtrącać się w to, co robią inni, jednak jest w tej modzie parę aspektów, wobec których ciężko zachować stoicki spokój :-) 


Uwaga! Wpis nie dotyczy zawodowców z prawdziwego zdarzenia, choć i im zdarza się powielać stereotypy :-) 


Co więc najbardziej kłuje w oczy? Po pierwsze, przesada. Podejście pokazujące, że siłownia i ćwiczenia to wielka walka, zmuszanie się, pot i łzy. Rozumiem, że często taki styl życia wymaga pewnych wyrzeczeń. Że niejednej osobie ciężko podnieść się z łóżka z rana i ochoczo pobiec prężyć muskuły na osiedlowej siłce. Że ciężary są ciężkie. Że trudno ot tak schudnąć 10 kilogramów. Ale bądźmy rozsądni! To jednak ma być i jest dla większości przyjemność i sposób na spędzanie wolnego czasu. Fajnie, że ktoś wygrał walkę z wewnętrznym leniem, ale ciągłe chwalenie się tym i ukazywanie tego, jakby to było odchowanie trójki dzieci za najniższą krajową, jest dość śmieszne. Poza tym, nigdy chyba nie zrozumiem ludzi, którzy sami dla siebie nie są w stanie poćwiczyć, ale już jak jakaś blogerka czy inny youtubowy motywator powiedzą parę motywacyjnych banałów i puszczą to w świat, to ich podejście nagle drastycznie się zmienia… Zresztą, kwintesencją coachingu i tego typu dziedzin jest sytuacja, której ostatnio doświadczył mój chłopak - chciał spokojnie załatwić swoje fizjologiczne potrzeby po wypiciu piwka w jednej z knajp, a w toalecie zaatakował go wielki napis, który finezyjną czcionką informował -  „Możesz być, kim chcesz”. Dlatego motywujmy się, ale z głową! Czerpmy inspirację i siłę najpierw od nas samych i najbliższych, zamiast dać się omamić idealnemu życiu i radom nieznanych nam osób, często niemającym tak naprawdę pojęcia, o tym, co mówią i robią.




Kolejna rzecz związana z takim stylem życia, to wszechobecna pustość i próżność. Wiadomo, że większość osób po usłyszeniu pytania, dlaczego ćwiczy, czy zdrowo się odżywia, powie, że robi to dla zdrowia, ale ogromna część z nich ma po prostu na myśli wygląd. I nie zrozumcie mnie źle - to świetnie, że ktoś chce być lepsza wersją samego siebie, że chce schudną czy zacząć siebie akceptować. Lepiej wyglądając, jesteśmy bardziej zadowoleni z życia, to jasne. Ale czy traktowanie swojego ciała niczym świątyni, nieustanna rywalizacja z innymi ćwiczącymi, a w końcu tysiące selfie z wypiętą pupą, to naprawdę jeszcze sport i ćwiczenia, czy po prostu zwykłe pozerstwo? Niestety, coraz więcej osób myśli, że idealne ciało to jedyny klucz do szczęścia i bycia świetnym człowiekiem. A przecież nie będziemy tak naprawdę szczęśliwi, jak o naszych zmianach nie dowie się pół Internetu, prawda? :-) Chyba więc warto się zastanowić, czy tak naprawdę bez robienia wszystkiego pod publikę, ten cały styl życia dostarcza nam jakiejkolwiek przyjemności. Perspektywa zbierania lajków i zostania królową fit instagrama jest kusząca, a poza tym słowa uznania bywają dobre i motywujące, ale czasem warto spróbować coś zrobić po prostu dla siebie.

Chodzenie na siłownie czy jakakolwiek inna aktywność fizyczna jest zazwyczaj świetną sprawą (jeśli wiemy, jak to robić), sama śmigam poćwiczyć parę razy w tygodniu, a zdrowe jedzenie przedłuża nasze życie i jego komfort, jednakże trzeba znać umiar. Przegapiłam moment, kiedy to sześciopak na brzuchu stał się większym osiągnięciem od napisania książki, zdania egzaminu, czy obejrzenia ambitniejszego filmu. Tak jakbyśmy zapomnieli, że nie tylko świetna sylwetka i rekordy siłowe czynią nas interesującymi osobami. Fajnie, że masz pasję i idealne ciało, ale pamiętaj też o tym, jak wzbogacić swoją osobowość. I nie zapominajmy o dwóch rzeczach- czasem dążąc do wyimaginowanego celu, niszczymy tak naprawdę swoje ciała i zdrowie (sterydy, przerost masy mięśniowej), a odmawiając sobie zupełnie przyjemności, bo "trening to walka", "czysta micha musi być zachowana nawet w wakacje" itd. itp. , coś nas może ominąć. Aktywny tryb życia jest piękny, ale czy równie piękny nie jest tydzień lenistwa, lody nad  Bałtykiem czy pyszna pizza we włoskim, urokliwym miasteczku? 



vs.




Nie ma co być więźniem My Fitness Pal i cały czas sobie wszystkiego odmawiać, by odwodnić całemu światu, jakim to się nie jest fighterem i perfekcjonistą. Ćwiczymy, jedzmy kurczaka z ryżem i dążmy do celu - ale nie zapominajmy przy okazji cieszyć się życiem, bez względu na to, że nasz wizerunek w czyichś oczach ulegnie zmianie. Horacjański złoty środek naprawdę istnieje, tylko każdy musi znaleźć go po prostu sam!


2 komentarze:

  1. bardzo mądrze napisane. Niestety wszystko, co jest robione z przesadą traci swój urok. Z jednej strony dobrze, że ludzie ruszyli tyłki i coś robią ale z drugiej, faktycznie męczące jest to "napastowanie" byciem fit z każdej strony ;))
    www.zyciejakpomarancze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że ktoś to zauważa. Strach otworzyć lodówkę i nie zobaczyć fit ;) P.S. u mnie pojawił się podobny wpis: http://magdaklika.blogspot.com/2016/09/moda-fit-take-it-easy.html

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.